Była pierwsza część, więc przyszła pora na drugą.
Podobnie jak w poprzedniej części, nic nie urywa.
Bardziej dokumentacyjnie. Może następnym razem pójdzie lepiej ;)
W tym wypadku podchodziłem bażanta, jednak ten mi się gdzieś schował. Ale podchodząc zobaczyłem tego koziołka.
Podszedłem jeszcze trochę bliżej (w sumie mogłem podejść go od tyłu, była taka opcja) zanim mnie wyczuł i uciekł.
A to widok powszechny w Wielkopolsce ;)